MOWA O ZWYCIĘSTWIE

O tym zwycięstwie mówiło się od paru  dni. Właściwie po festiwalu polskich sukcesów stało się jasne, – że pojedziemy tak, bym wygrał na Stadionie Olimpijskim. Ale wyczuwałem, że rywale mają’już tego serdecznie dosyć, że część tych, którzy jeszcze w Pradze nie byli w najwyższej dyspozycji, zaczyna „łapać” formę. Wrocławskie zwycięstwo przypadło mi w udziale przez przypadek!Ulice miasta. Akcja za akcją. Ucieka Belg, goni go Andrzej Kaczmarek, który dopadł Belga na Moście Zwierzynieckim. Do mety blisko. Powstało za­mieszanie tak duże, że nie było mowy o tym, byśmy mogli się pozbierać, uporządkować; czoło peletonu,zająć najlepsze pozycje. W alei dojazdowej do stadionu, pogubiliśmy się tak bardzo, że w pewnym mo­mencie zwątpiłem, czy. uda mi się zająć miejsce w pierwszej dziesiątce.W bramę stadionu wjeżdżałem na szóstej pozycji, a mimo to, na mecie byłem pierw­szy. Po tym etapie, na którym Hanusik był drugi, należało nam się uznanie za to,, że finiszowaliśmy skutecznie, ale. obleliśmy pierwszy egzamin z takty- ki,- otrzymując poważne ostrzeżenie ze strony rywali. 

MOBILIZACJA

Prezes Włodzimierz Gołębiewski jak nikt inny potrafił nas mobilizować. Kiedy przychodziły, momen­ty euforii’ i dekoncentracji, zarządzał natychmiast od­prawę i „ustawiał” nas bezbłędnie, wyzwalając sportową złość, która-w efekcie prowadziła do’dalszych sukcesów.Kiedy po tylu latach ścigania, zastanawiam się nad  całością swojej kariery sportowej, dochodzę do wnio­sku, że miałem szczęście, bo przebiegała ona w okresie kiedy .w kolarstwie pracowali ludzie tacy,_ jak trener Łasak czy prezes Gołębiewski.. Prezesowi zawdzięczamy wszystkie międzynarodowe kontakty, starty w Algierii i Francji, przygotowania do sezonu w ciepłych krajach, jednym słowem pozycję polskiego kolarstwa.

BARDZO ZADOWOLONY Z MIEJSCA

Z drugiego miejsca byłem bardzo zadowolony, choć’ dla kogoś z zewnątrz .mogło wydawać się, że ten wyścig był do wygrania. Nie mam jednak ani sobie, ani kolegom z drużyny nie do zarzucenia, choc na dwa dni przed końcem imprezy, prezes PZKol., nie­żyjący już dziś Włodzimierz Gołębiewski, zebrał nas wszystkich, tak zadowolonych z siebie i mocno „podkręc’ił’ — Z czego się cidszysz — mówił do. Hanusika. Wygrałeś etap i już jesteś zadowolony, a Dimitriew jedzie ciągle, w fioletowej koszulce na j aktywniejszego kolarza wyścigu. Jak będziesz tak dalej jechał, to w przyszłym roku pościgasz się w kraju i przypomnisz sobie jak rozgrywa się końcówki.Janek — to było do Magiery — kolarstwo to nie tylko jazda na czas. A ty z czego jesteś zadowolony? Siedziałem w kącie i początkowo nie wiedziałem, że to do mnie. Za­chwycony/jesteś drugą pozycją i już o niczym innym nie marzysz? Dla ciebie też może to jest ostatni Wy­ścig Pokoju! 

PEWIEN SUKCESU

Na etapie do Gery podjęliśmy z Hanusikiem ostatnią’próbę,, raczej dla świętego’spokoju, niż z wiarą w jej powodzenie. Najpierw odskoczyłem z grupy na kilkadziesiąt metrów, by po chwili prze­konać się, że pierwszym kolarzem, który dojechał do mnie był… Danguillaume, a potem na finiszu, kie­dy rozprowadzany przez Hanusika zająłem dopiero czwarte miejsce, a on spokojnie, nie szarpiąc się, nie ryzykując upadku i nie denerwując, minął linię mety tuż za mną. Na przedostatnim etapie, podczas kryterium w Gerze, podjechał do Formy i powiedział mu, że mam defekt i jadę z tyłu. Nie zaatakował, nie po­lecił, swym rodakom wzmacniania , tempa by zarobić. dodatkowe sekundy. Był pewien sukcesu, który opie­rał na większym doświadczeniu, a jak okazało się po latach, zwycięstwo w Wyścigu Pokoju było dla niego wstępem do zawodowej kariery, bogatej w sukcesy, i duże osiągnięcia.

NIEWIELKA RÓŻNICA

Pierwszy Wyścig Pokoju przegrałem z Francu­zem Jeanem-Pierrem – Damguillaumem. Różnica była niewielka. Tylko czterdzieści dwie’ sekundy. Straciłem je głównie na etapach jazdy indywidualnej, których organizatorzy nie żałowali. Łącznie 140 kilo­metrów na czas, to dawka olbrzymia, a do tego jesz­cze cztery długie etapy ponad dwustukilometrowe. Na trzech ostatnich Francuz już tylko .bronił zdoby­tej przewagi. Teraz, gdybym’miał tak niewielką stra­tę, próbowałbym ją odrobić. Przecież za etapowe zwy­cięstwo była minuta – bonifikaty, wystarczyło’ więc wygrać etap. Ale w owym czasie nawet nie próbowa­łem. Nie wierzyłem w powodzenie takiego ataku,’bo przez długie godziny, na całej trasie Francuz jechał tuż za mną. Słyszałem jego oddech, czułem jego obe­cność, która paraliżowała mi ruchy. Był pewny sie­bie, spokojny i opanowany, a to znamionuje kolarzy wielkiej klasy.

CZUWANIE NAD PRZEBIEGIEM WYŚCIGU

W żółtej koszulce jechałem jeszcze przez pewien czas,- a ponieważ wydawało mi się, że zobowiązuje to ;do czuwania nad przebiegiem wyścigu, walczyłem zatem ze wszystkimi wszędzie, głównie na stadio­nach, gdzie — jak w Poznaniu — zdarzyło mi się za miast miejsca na podium, szorować rowerem po bieżni, przyprawiając ‚szybsze bicie serca-zgromadzonych widzów. Śmiano się ze mnie, że jeżdżą tak, by częściej pokazywać się w telewizji, ale to nie była prawda. Uczyłem się dopiero ekonomicznej, chytrej jazdy, dzięki której wygrywa się wielkie’kolarskie imprezy. 

JESZCZE PEŁNIEJSZE ZWYCIĘSTWO

To zwycięstwo byłoby jeszcze pewniejsze gdybym na ostatnich kilometrach nie przebił gumy. Zostałem liderem imprezy i to mnie strasznie martwiło. Bałem się jazdy na czas i słusznie, bo już następnego dnia straciłem żółtą koszulkę i spadłem na szóste miejsce. Ciągle jeszcze uczyłem się kolarstwa. Popełniałem błędy na ostatnich.metrach przed stadionem, szarpałem się na trasie, chcąc w, pojedynkę likwidować wszystkie.akcje i pilnować najgroźniejszych rywali. Uczyłem się jednak szybko’i szybko przyswoiłem sobie specyficzną taktykę jazdy obo­wiązującej w tym wyścigu, w którym ciężar klasyfi­kacji drużynowej, a co za tym idzie „układów” ma szosię przytłacza klasyfikację indywidualną,

WCZESNA DECYZJA

Wcześnie wiedziałem że pojadę na Wyścig Pokoju, czego’potwierdzeniem było. pozowanie do „rodzinnej” fotografii, jaką kilka dni przed „startem i oficjalnym ogłoszeniem, składu,robi się dla prasy. Starym zwyczajem, ośmiu,- czy  siedmiu kolarzy ustawia się w ten sposób, że ci najmniej pewni, niejako rezerwowi, stają po lewej i prawej stronie, po to, by później „obciąć” tego, który nie | znalazł się w reprezentacyjnej drużynie. Stanowisko | bliżej środka oznacza pewne miejsce w ekipie. Nie byłem „skrzydłowym”, mogłem więc być spokojny. Przed pierwszym startem w Wyścigu Pokoju, wydaje mi się “jednak, że byłem  trochę, przestraszony. Telewizja nakręciła film, i mimo iż wcześniej powiedziano mi co mam robić i mówić, nie-wypadło to’ tak, jakbym sobie życzył, bo po prostu wszystko mi się pomieszało. Setki rozmów, wywiadów, ogólne za­interesowanie, tysiące .autografów

Styczeń 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031